sobota, 6 sierpnia 2022

Jak nie skończyć pod helweckim mostem

Nie ma jak clickbait'owy tytuł, c' nie? :D

Powyżej most w Rapperswilu - najdłuższy drewniany most w Szwajcarii

A zatem dziś mam dla Was tragikomedię o poszukiwaniu mieszkania na wynajem w Szwajcarii!

W poprzednim poście wspominałam o szerokim wsparciu od mojej firmy, które obejmuje również w pełni wyposażone mieszkanie w Zurychu na 2 miesiące. Jak się zapewne domyślacie, w zasadzie tuż po przylocie pojawia się pytanie - dobra, dobra, ale gdzie będziesz mieszkać po upływie tych dwóch miesięcy? I tutaj firma również nie pozostawiła mnie samej sobie - dostałam wsparcie lokalnej agencji, która ma pomóc w znalezieniu wymarzonego M i wszelkich formalnościach.

Choć 8 tygodni może wyglądać na szmat czasu, jeszcze przed wyjazdem osłuchałam się już historii mrożących krew w żyłach o jakże wymagającym szwajcarskim rynku mieszkaniowym :

  • Jak to trudno znaleźć mieszkanie, bo generalnie popyt znacząco przewyższa podaż
  • Jak to szybko trzeba się decydować, bo dobre oferty znikają raz-dwa
  • Jak to trzeba zwracać uwagę na newralgiczną kwestię pralki, dzielonej z sąsiadami lub własnej
  • Jak to koleżanka koleżanki przeprowadziła się do Szwajcarii już w kwietniu i nadal mieszka w Airbnb, bo nie może zdobyć mieszkania
  • Jakie to szczegółowe są ankiety dla potencjalnych najemców i że nawet z pomocą agencji nie ma się gwarancji, że właściciel wybierze właśnie Ciebie
  • Jak to w razie chęci zmiany mieszkania, rozwiązać umowę można tylko 3 razy w roku, a jeśli chce się to zrobić w innym momencie, to trzeba samodzielnie znaleźć nowego lokatora
  • Jak to sformalizowany jest proces wpłacania depozytu - specjalne konto w banku, minimalnie oprocentowane, do którego tylko najemca i właściciel mają dostęp
  • Jak to większość mieszkań jest nieumeblowanych - kuchnia i łazienka są na ogół w pełni wyposażone (choć wystrój moze nieco trącić myszką), za to pokoje zwykle są zupełnie puste, a z kolei te rzadkie umeblowane mieszkania kosztują nieopłacalne krocie
  • A jednocześnie - jak to pełna optymizmu jest moja agentka, przekonana, że znajdziemy mi mieszkanie w przeciągu pierwszych 3 tygodni max...
Jak sądzicie - ile z tych legend się potwierdziło?

Dokładnie... wszystkie!

  • Rzeczywiście mieszkań jest mało, a chętnych tłumy. Jeśli zajrzycie na jedną z najpopularniejszych stron: https://www.homegate.ch/en i spróbujecie wyszukać oferty w jakiejś konkretnej lokalizacji, z określonymi wymaganiami czy w danym przedziale cenowym, szybko może się okazać, że tych spełniających kryteria jest najwyżej kilka. I rzeczywiście znikają szybko. I rzeczywiście część mieszkań oglądałam w tłumie innych chętnych.
  • Jeśli chodzi o wymagania - wiadomo, każdy ma swoje preferencje, ale jak rzadko przydaje się tu dość konkretne określenie, z czego jesteście w stanie zrezygnować, a z czego absolutnie nie. Czy to kwestia liczby pokoi czy lokalizacji, a może ceny. Czy w ogóle chcecie oglądać dane mieszkanie na podstawie zdjęć i informacji? Czy w ogóle bierzecie je na serio pod uwagę, czy tylko chcecie po prostu zacząć coś oglądać, nawet jeśli lokalizacja czy cena nie taka?
  • No właśnie - cena. Obiecałam nieco więcej szczegółów w tym temacie ;) Oczywiście możecie sami zerknąć na homegate, ale ja już przed przyjazdem liczyłam się z tym, że wynajem mieszkania będzie mnie kosztował około 2 tysięcy franków. Cena, zwłaszcza po przeliczeniu na prawie każdą inną walutę, zwala z nóg, ale takie są tu realia. Warto przy tym dodać, że zwykle są to mieszkania od 70m w górę, nie widziałam za bardzo kawalerek czy mikro apartamentów, choć też takich nie szukałam. Można znaleźć coś tańszego, można - naturalnie - wydać więcej, albo i dużo więcej. Mi najbardziej zależało na dwóch sypialniach i wygodnej lokalizacji. Warto zaznaczyć, że cena obejmuje na ogół już wodę i ogrzewanie, piwnicę, dostęp do wspólnej pralki (jeśli nie ma jej w mieszkaniu), często dostęp do wspólnego schowka na rowery, zwykle miejsce parkingowe jest dodatkowo płatne. Dodatkowo trzeba opłacić prąd i internet, a także specjalne worki na śmieci (to na pewno będzie ciekawy temat do opisania po przeprowadzce).
  • Do tego dochodzi oczywiście jednorazowy depozyt - zwykle równowartość trzech czynszów. Opcje są zwykle dwie - albo wspomniane już konto bankowe (co wydaje się dość przejrzystym rozwiązaniem, i w pełni zwrotnym, jeśli nie będzie zniszczeń), albo spłacane miesięczne "ubezpieczenie" zamiast depozytu, pewnie łatwiejsze do przełknięcia finansowo, ale bezzwrotne.
  • Jest jeszcze kwestia mebli. Ja nie zamierzałam ogołocić mieszkania w Polsce, więc musiałam zdobyć skądś wyposażenie. Na szczęście udało się dogadać z obecną lokatorką, więc część mebli odkupię od niej. Początkowo miałam chytry plan przewiezienia okazyjnie zakupionych mebli z polskiej ikei czy innego jyska, musiałabym jednak wtedy zapłacić podatek i cło, więc... przestaje się to opłacać. Jeśli chodzi o lokalne zakupy, są tu oczywiście strony typu olx, jak również miejscowa ikea, przy dużych gabarytowo zakupach pozostaje jednak kwestia kosztownego transportu i... wniesienia. 
  • Na jakie mieszkania można trafić? Oczywiście - bardzo różne :) I zupełnie nowe, jeszcze nawet niewykończone (tu wyczulony na nieuczciwych deweloperów Polak kalkuluje, o ile prace mogą się opóźnić. Podobno tu się to nie zdarza); i pamiętające lepsze czasy klockowate bloki, za to z własnym kominkiem w salonie; i przerobione z dawnych piwnic siedziby z ogrzewaniem podłogowym; i dwupoziomowe lofty; i parter/piętro w domu jednorodzinnym z własnym czy dzielonym ogrodem... Na pewno trzeba być bardzo elastycznym i gotowym się stawić o dowolnej porze, bo zwykle wizyty odbywają się tylko raz, moze dwa, w tygodniu, w określonym dniu i o określonej godzinie, i jeśli przegapisz tę porę, to Twoje szanse spadają... no chyba że chcesz aplikować w ciemno.
  • A jak wygląda sama aplikacja na mieszkanie? Rzeczywiście trzeba wypełnić szczegółową ankietę (choć tu akurat na ogół miałam pomoc agencji) z informacjami na temat zarobków, posiadania dzieci, zwierząt, nałogów czy muzycznego hobby. Pomaga dołączenie zdjęcia i... trzymanie mocno kciuków. Na 3 moje aplikacje, jedna spotkała się z pozytywną odpowiedzią, jedna przyniosła mi honorowe drugie  miejsce, a trzecia - nawet tyle nie. I tak, w przypadku pozytywnej odpowiedzi, musiałam się zdecydować jeszcze tego samego dnia (mimo że miałam jeszcze jedno oglądanie umówione 2 dni później). Mogłam wtedy odmówić, jeszcze bez konsekwencji. W przypadku zgody z mojej strony, nasza umowa staje się już wiążąca, nawet bez formalnie podpisanego kontraktu.
  • Jak szybko znalazłam mieszkanie? Czy to jest to wymarzone? Moje przyszłe M obejrzałam w piątek, tydzień po przylocie i tak, było pierwszym mieszkaniem, które mi się autentycznie spodobało. Spełnia wymagania, a może nawet jeszcze więcej. Oglądałam je sama, ale na szczęście obecna lokatorka mówi po angielsku, a i właścicielka - Szwajcarka w sile wieku, była w stanie najważniejsze kwestie zakomunikować w zrozumiałym dla mnie języku. 
Cóż.... Mimo strasznych opowieści, można powiedzieć, że cały proces odbył się bardzo sprawnie, ale nie ukrywam, że był to czas dla mnie niezwykle stresujący. Pierwsze dni w nowym kraju, pierwsze dni w nowej roli, dużo spotkań, załatwiania, upał, ciągłe przeglądanie homegate i nieustający kontakt z agencją... W dodatku wszelkie dobre rady, w stylu: jeśli nie znajdziesz czegoś w lipcu, to w sierpniu może być ciężko, bo to martwy sezon ze względu na urlopy. W którymś momencie zaczęłam już rozważać poszukanie czegoś w Rapperswilu, ale okazało się, że ponieważ to inny kanton, musiałabym się raz jeszcze zarejestrować w urzędzie, zapłacić, a niekoniecznie byłoby łatwiej...

Oczywiście jestem bardzo wdzięczna przedstawicielom agencji, którzy wspierali mnie w tym procesie. Trochę jeszcze papierologii pozostało, jak i sam transport rzeczy z Polski, ale mam wrażenie, że nadchodząca wielkimi krokami przeprowadzka będzie takim kolejnym kamieniem milowym - momentem, w którym być może w końcu poczuję na serio, że... przeprowadziłam się do innego kraju. I że mogę przyjmować gości! ;)

Trzymajcie kciuki!